Lotnisko wojskowe w Powidzu jest główną bazą transportową polskiej armii. Jako największe w Polsce i jedno z największych w Europie ma strategiczne znaczenie dla sił zbrojnych NATO. Od kilku miesięcy stacjonują tu amerykańscy żołnierze. O tym, jaki jest cel tej misji i co zmienia obecność Amerykanów, mówi płk Dariusz Płóciennik,  dowódca 33 Bazy Lotnictwa Transportowego w Powidzu, w rozmowie z Marzeną Zbierską

Od stycznia baza w Powidzu jest miejscem działań wojsk amerykańskich. Dziś już wiadomo, że do końca roku w jednostce w Powidzu zamieszka nawet kilkuset Amerykanów. Jednak nie będzie to stała liczba i stały skład osobowy…

Zgadza się. Liczebność wojsk amerykańskich stacjonujących w Powidzu jest zmienna. Co kilka miesięcy następuje rotacja. Jedni wracają, inni przylatują. Misję w Polsce realizują obecnie dwie jednostki. Na początku roku przylecieli żołnierze z jednostek logistycznych Combat Sustainment Support Battalion, a także Comabat Aviation Brigade, czyli brygada lotnictwa śmigłowcowego.

Proszę powiedzieć więcej o celach tej misji. Jakie są zadania amerykańskich żołnierzy w Powidzu?

Amerykanie z Combat Sustainment Support Battalion stacjonują w wielu lokalizacjach w Europie, w tym w Powidzu. Ich zadaniem jest logistyczne zabezpieczenie jednostek amerykańskich w tej części Europy. Jako jednostka logistyczna wspierają inne jednostki wojsk amerykańskich podczas ćwiczeń międzynarodowych. Zajmują się przerzutem sprzętu wojskowego i jego serwisowaniem na potrzeby wspólnych ćwiczeń. Są to m.in. wozy bojowe, cysterny paliwowe, sprzęt inżynieryjny. Brygada lotnicza realizuje przede wszystkim manewry i ćwiczenia lotnicze na śmigłowcach Black Hawk. Obecnie w Powidzu jest kilka takich śmigłowców. W przyszłości będzie ich stacjonowało znacznie więcej.

Baza wojskowa w Powidzu jest jedyną w Polsce, w której obsługiwane są aż cztery typy statków powietrznych: C-130 Herkules, Mi-17, W-3 Sokół i M-28 Bryza. Załogi lotnicze z Powidza realizują wspólne loty z Amerykanami. Polscy żołnierze również korzystają z baz szkoleniowych w USA. Jak częste są wizyty za oceanem?

Szkolenie naszych pilotów i pozostałych członków załóg lotniczych to priorytet. Wielu z nich przechodzi regularne szkolenia, co najmniej dwa razy w roku na symulatorach lotów na Florydzie w USA. Dotyczy to nie tylko pilotów, ale również nawigatorów, techników pokładowych czy techników załadunku.

Zatem kontakty polsko-amerykańskie to już wieloletnia współpraca, a to pozwala budować relacje nie tylko służbowe. Czy są już przykłady na taką integrację żołnierzy – Polaków i Amerykanów – która nie wiąże się z obowiązkami zawodowymi?

Tak. Amerykanie są bardzo przyjaźnie nastawieni do Polaków. Ich pobyt w Polsce odbywa się na zasadzie misji, więc przebywają w naszym kraju bez swoich rodzin. Dlatego czas wolny spędzają chętnie w towarzystwie Polaków, chcą się integrować i nawiązywać kontakty z lokalną społecznością. Obecność Amerykanów zmienia również nastawienie Polaków. My również stajemy się bardziej otwarci na kontakty z obcokrajowcami. Język angielski w Powidzu można usłyszeć niemal wszędzie, nie tylko na terenie jednostki wojskowej.

Jakie aktywności są tu najlepszym polem do nawiązywania relacji? Sport i rekreacja, a może działalność charytatywna…

Jedno i drugie. Amerykanie uczestniczą w wielu naszych przedsięwzięciach, które odbywają się poza jednostką. Chętnie biorą udział w zawodach sportowych oraz biegach. To młodzi ludzie, głównie mężczyźni, ale służbę pełnią też kobiety. Sport zajmuje im dużo wolnego czasu i stanowi odskocznię od codziennych zajęć. Korzystają z każdej okazji. Przykład to wizyta Marcina Gortata w naszej jednostce i spotkanie z dziećmi w szkole w Witkowie, a następnie u nas na lotnisku, w hangarze. Po wizycie otrzymaliśmy zaproszenia na mecz Gortat Team vs Wojsko Polskie w Łodzi, który odbył się w lipcu. Amerykanie stworzyli z nami wspólną drużynę i uczestniczyli w tym meczu. Po ostatniej wichurze wielu z amerykańskich żołnierzy zadeklarowało pomoc przy usuwaniu powalonych drzew, co świadczy o tym, że chcą pomagać i angażować się spontanicznie w lokalne inicjatywy.

Wojskowy charakter Powidza ma dla tej miejscowości jeszcze inne, ważne znaczenie. Baza lotnicza jest miejscem pracy 1500 osób, co pozwala stwierdzić, że 33. BLTr jest jednym z największych pracodawców w regionie. Obecność Amerykanów potęguje znaczenie jednostki dla rozwoju gospodarczego okolicy, bo to spora grupa konsumentów. Lokalny biznes może z tego skorzystać.

Nie posiadam dokładnych danych, ale wiem z rozmów i obserwacji, że z uwagi na większy ruch i nowych klientów, miejscowe firmy zatrudniają pracowników otwierają np. nowe punkty gastronomiczne. Rzeczywiście obecność Amerykanów wpływa na lokalny biznes. To nowa grupa potencjalnych klientów, którym można zaoferować wiele z tego, z czego słyną miejscowe firmy. Zyskują nie tylko bary i restauracje, ale również punkty usługowe i sklepy.

Na koniec doprecyzujmy… Rozmawiamy w momencie, kiedy sprawuje Pan podwójną funkcję: zastępcy dowódcy i jednocześnie jest Pan pełniącym obowiązki dowódcy powidzkiej bazy. Publikacja wywiadu nastąpi już po zmianie na stanowisku dowódcy. Pozostanie Pan zastępcą. Cieszy Pana perspektywa przekazania części obowiązków?

Ostatnie miesiące to dla mnie okres wytężonej pracy z uwagi na łączenie obu funkcji. Spędzałem w jednostce niemal całe dnie i rzeczywiście przekazanie części obowiązków pozwoli mi trochę odpocząć. Nowy dowódca (nominacja nastąpiła 4 września 2017 r. – przyp. red), płk. pilot Grzegorz Kołodziejczyk jest obecnie szefem szkolenia 3. Skrzydła Lotnictwa Transportowego. Jako pilot spełnił wszystkie wymogi formalne do objęcia funkcji dowódcy, zna doskonale jednostkę, więc jestem pewien, że zadania dowódcy trafiają w dobre ręce.