Jemy oczyma, bo wygląd potrawy jest tym elementem, który na początku działa na nas najsilniej. Kolory radują wzrok i uruchamiają kolejne zmysły. Wtedy jedzenie staje się ucztą. Dlatego zawsze cieszy mnie sezon na świeże owoce, zwłaszcza na truskawki

 

Barwne owoce i warzywa, oprócz tego, że cieszą oko, są gwarancją zdrowego odżywiania. Związki w nich zawarte mają właściwości prozdrowotne. Znakomitymi antyoksydantami są właśnie barwniki roślinne, a co za tym idzie unieszkodliwiają komórki rakowe. Spożywanie czerwonych owoców i warzyw pomaga organizmowi usunąć toksyny, obniżyć poziom cholesterolu i wzmacniać odporność. Rzeczone truskawki każdy może bezkarnie jeść codziennie,  byle nie z cukrem i bitą śmietaną, by dostarczyć sporej dawki witaminy C i wielu mikroelementów. W sezonie truskawkowym można wykorzystać je do przyrządzenia rozmaitych dań, chociaż czasami połączenia mogą wydawać się kontrowersyjne. Można zrobić np. sałatkę z truskawek z wołowiną lub w wersji wegetariańskiej bez mięsa, ale z cykorią albo przyrządzić mięso drobiowe nadziewane truskawkami.

Jednak moim zdaniem owoce najlepiej sprawdzają  się w deserach, dlatego polecam wykorzystać je do  truskawkowego kołacza, tarty truskawkowo-rabarbarowej,  kremu truskawkowego z rumem, musów lub sosów do ciast i lodów. W kuchni polskiej znana jest zupa truskawkowo-rabarbarowa. Zupy owocowe, podawane na ciepło lub zimno w formie chłodnika, to nieodłączny element rodzimej kuchni od dawien dawna.

Kiedy przechadzam się po ogrodzie i szukam najbardziej okazałych owoców, w mojej głowie rodzą się kulinarne koncepcje. Tym razem to słodki polsko-włoski mariaż. Kiedyś w okresie Bożego Narodzenia przyrządziłam galaretkę z wina i aromatycznych, korzennych przypraw. Zrobiła furorę wśród znajomych. Stąd zrodził się pomysł na wykorzystanie polskiego wina truskawkowego, którego butelka zalegała już od jakiegoś czasu w mojej spiżarni. Przyznam, że do picia nie bardzo się ono nadaje, bo jest bardzo słodkie i zbyt aromatyczne. Jednak głębia słodyczy powoduje, że staje się ono świetnym dodatkiem do deserów i przenosi w krainę letniego szaleństwa. Jako przeciwwagę wybrałam maślankę, której kwaskowaty smak dobrze koresponduje ze słodkim smakiem owoców i wina. I żeby nie było tak słodko, postanowiłam dodać włoski balsamiczny krem malinowy. Co ciekawe, truskawki z octem balsamicznym stanowią idealną parę. Tak powstała maślankowa panna cotta z wanilią, która stała się kremowym tłem dla wyrazistych w smaku i kolorze truskawek.

Galaretka

250 ml wina truskawkowego

1 łyżeczka żelatyny + odrobina wody do namoczenia

300 g truskawek pokrojonych na ćwiartki

Wino zagotowujemy, odstawiamy. Dodajemy do niego namoczoną wcześniej żelatynę i dokładnie mieszamy. Wlewamy do formy, dodajemy truskawki. Odstawiamy do lodówki do zastygnięcia.

Panna cotta

700 ml maślanki

200 ml śmietany 30%

8 łyżek nierafinowanego cukru trzcinowego

1 laska wanilii

3 łyżeczki żelatyny + odrobina wody do namoczenia

Do garnka wlewamy połowę śmietany, dodajemy cukier, ziarenka wanilii i skórkę z laski wanilii. Podgrzewamy – ale nie gotujemy, mieszamy do rozpuszczenia cukru. Dodajemy namoczoną żelatynę i mieszamy do rozpuszczenia. Przelewamy przez sito. Pozostałą śmietanę ubijamy. Do maślanki wlewamy masę śmietanową i mieszamy, następnie dokładamy ubitą śmietanę. Mieszamy delikatnie. Powstałą masę przelewamy do formy, w której zastygła już galaretka.

Znowu odstawiamy do lodówki do zastygnięcia na kilka godzin. Przed podaniem kroimy na porcje.

Katarzyna Bartoń, miłośniczka gotowania, blogerka kulinarna kuchareczkagaduleczka.blogspot.com

Fot. Katarzyna Bartoń